Życie studenta

Jedna z zasad studenckiego życia to niekończące się imprezy i zabawy. Taki tryb życia obrósł już niemalże legendą. Oczywiście studenci czasem się też uczą, ale to chyba niezbyt często. Wiadomo, że stwierdzenie jest przerysowane, ale chyba każdy w wieku lat około 20 lubi się pobawić, zaszaleć ze znajomymi, wyjść na piwko czy dyskotekę. Zwłaszcza, że najczęściej studenci dzienni zajęć w tygodniu mają bardzo ograniczoną ilość, więc i na kacu można wysiedzieć na uczelni. Właściwie to im bardzo zazdroszczę, ponieważ nigdy nie studiowałem dziennie a tylko zaocznie i tam to życie wyglądało zgoła inaczej.
Oczywiście czasem udało nam się wyrwać na jakieś piwko, ale na studiach zaocznych przeważnie studiują osoby, które już mają rodziny, w jakiś sposób poukładane życie, często dzieci więc siłą rzeczy zdecydowanie trudniej takim osobom jest się wyrwać na miasto i zaszaleć.
Zresztą takie osoby najczęściej już mają swoje sprawdzone towarzystwo a studia traktują jako obowiązek niezbędny w karierze. Zazwyczaj również już mają pracę co także rzutuje na ich możliwości imprezowe. Studenci bawią się dużo i głośno, zwłaszcza na imprezach plenerowych, takich jak chociażby Juwenalia, które to są organizowane cyklicznie w maju i zawsze ściągają tłumy chętnych do zabawy zaków. Juwenalia najczęściej są organizowane przez konkretne uczelnie, zapraszane są znane i cenione zespoły. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt że z roku na rok imprezy są coraz bardziej rozdmuchane i coraz droższe bilety. Bilet, który kosztuje 25 zł na koncert i zabawę dla studenta uważam za przesadę, ale to moje prywatne zdanie. Nic zatem dziwnego że za ogrodzonym terenem Pól Marsowych we Wrocławiu jest garstka studentów a większość imprezy rozgrywa się na zewnątrz. Pomimo że już jestem w wieku ponad studyjnym, to Juwenalia odwiedzam chętnie. Lubię sobie usiąść na trawie, napić się piwa i posłuchać dobrych zespołów w stylu Lady Pank czy Perfectu. Właściwie takie życie mi odpowiada i co prawda niedługo moja córeczka będzie chodziła na Juwenalia, ale to nic nie zmienia, mam nadzieję że kiedyś mnie ze sobą zabierze.
Kilkadziesiąt lat temu, w naszym kraju powstała firma, która rozpoczęła produkcję ciągników. Była to firma Ursus. W początkowym okresie, było to przedsiębiorstwo państwowe i chyba za tych czasów najlepiej się rozwijało i działało. Od wejścia w życie ustroju demokratycznego a co za tym idzie, zasad wolnego rynku, zaczęły do nas napływać maszyny rolnicze zachodnich producentów co spowodowało, że produkty Ursusa, stawały się coraz mniej popularne. W związku z tym, zakład zaczął podupadać. Kilkadziesiąt lat temu, ciągniki firmy Ursus, były jedynymi, obok rosyjskich maszyn, które były używane na naszych polach. Obecnie dostępne są maszyny takich firm jak chociażby John Deere. Niewątpliwie, są to maszyny dużo bardziej zaawansowane technologicznie, ale nie znaczy to, że lepsze i tańsze w eksploatacji. Ciągniki Ursusa charakteryzują się niskimi kosztami związanymi z ewentualnymi naprawami a poza tym spokojnie zaspokajają potrzeby polskich rolników. W ostatnim czasie sytuacja zaczęła się zmieniać. Przedsiębiorstwo zyskało nowego prezesa, który wprowadził wiele zmian, zarówno związanych z procesem produkcji jak i zarządzaniem, czy reklamą i marketingiem. Prawdopodobnie pozwoli to na odzyskanie części polskiego rynku maszyn rolniczych. Jeżeli to się powiedzie, to być może w przyszłości, Ursusy pojawią się również na polach innych krajów, szczególnie tych z za naszej zachodniej granicy. Jeżeli chodzi o bezpośrednie funkcje ciągników Ursusa, to były one bardzo wytrzymałe. Potrafiły pracować wiele godzin dziennie, przez długie lata bez żadnych awarii. Pojawiały się oczywiście niewielkie usterki, ale praktycznie każdy rolnik potrafił je szybko usunąć bez ponoszenia żadnych kosztów. Poza tym, ciągniki te posiadały ogromną moc, która przekładała się na wydajność pracy. Mogły bardzo szybko zaorać lub zasiać pole czy też przeciągnąć załadowaną przyczepę z plonami, do skupu albo do magazynów zbudowanych przy gospodarstwie. Miejmy nadzieję, że firma powróci w niedługim czasie na podium w sprzedaży ciągników.

To pytanie zadaje sobie wielu licealistów. Mówi się, że po studiach humanistycznych bardzo ciężko znaleźć pracę i dlatego, coraz więcej osób decyduje się na kontynuowanie nauki na kierunkach ścisłych, takich jak matematyka, informatyka, budownictwo i wielu innych. Podobno, dla każdego inżyniera znajdzie się praca. Jak to jest naprawdę? Według wielu źródeł, młodzi inżynierowie nie są wcale tak poszukiwani. Dla inżynierów praca jest, ale przede wszystkim dla tych, którzy mają kilkuletnie doświadczenie. Powstaje zatem pytanie, gdzie to doświadczenie zdobyć skoro wszystkie firmy poszukują osób, które już takowe posiadają? Odpowiedź jest jedna, przynajmniej dla pracodawców. Studenci powinni uczestniczyć w bezpłatnych praktykach, po których jest możliwość zatrudnienia w danej firmie. Rzeczywistość jest jednak całkowicie inna. Pracodawcy, którzy organizują takie praktyki, z reguły chcą pozyskać na kilka miesięcy darmowego pracownika. Dlatego nie ma znaczenia, czy wybierzemy nauki humanistyczne, czy też ścisłe. Powinniśmy wybierać to co nas interesuje i w czym jesteśmy dobrzy. Jeżeli będziemy zajmowali się tym co nas pasjonuje, to z czasem i praca i pieniądze się pojawią, nawet jeśli skończyliśmy najmniej popularne studia. Wszystko zależy bowiem od naszej kreatywności, pomysłowości i mobilizacji w szukaniu pracy po studiach. Jeżeli będziemy cierpliwi, będziemy korzystali z wszelkich dostępnych źródeł, to na pewno znajdziemy coś dla siebie. Możemy się bowiem spodziewać, że potencjalni pracodawcy zobaczą naszą chęć do pracy, ambicje i nie będzie nawet z humanistycznym wykształceniem, bez doświadczenia, będziemy mogli cieszyć się z pracy na wymarzonym stanowisku. Wystarczy tylko cierpliwie czekać i nie poddawać się nawet po wielu niepowodzeniach, które prawdopodobnie pojawią się nie jeden raz a wielokrotnie. Nie ma zatem znaczenia, kierunek studiów, lecz to jak się zaprezentujemy przyszłemu pracodawcy, który prawdopodobnie będzie z nami przeprowadzał rozmowę kwalifikacyjną i to on będzie podejmował decyzję o naszym zatrudnieniu.